Każdy z nas jest kłamcą. I jak bardzo nie staralibyśmy się trzymać w relacjonowaniu swoich wspomnień, jedynie faktów potwierdzanych przez innych, nadal nimi będziemy. Pomijając wielki mechanizm, poprzez który nasze wspomnienia powstają, biorąc pod uwagę choćby najprostsze przejście przez pamięć krótkotrwałą do długotrwałej, pamięć ludzka – sama w sobie, jest bardzo delikatną strukturą. Strukturą, którą zachwiać może najdrobniejszy powiew zewnętrznej sugestii czy choćby to, w jaki sposób konstruujemy nasz świat.


Gdzie leży prawda – jak widzą ją naoczni świadkowie?

Najbardziej jaskrawym przykładem tego, jak różnie można pamiętać zaistniałą prawdziwie sytuację, są relacje naocznych świadków. Nie jest trudno wyobrazić sobie to, co następuje:

Świadek nr 1:

Pamiętam jakby to było dziś. Biały Fiat Punto wjechał z zawrotną prędkością na przejście dla pieszych, gdzie już kilku chwil paliło się dla nich zielone światło.  On miał tylko zieloną strzałkę, więc powinien się zatrzymać! Nie wiem doprawdy, jakim cudem temu rowerzyście nic się nie stało.

Świadek nr 2:

Generalnie była brzydka pogoda i wszyscy chodzili jacyś tacy zaspani. Ten rowerzysta też chyba zaspał, bo wjechał na przejazd jak zielone światło zmieniło się na pomarańczowe. Dobrze, że ten Maluch nie jechał jakoś szybko, zupełnie jakby dopiero uczył się jeździć. Zatrzymał się na swojej zielonej strzałce i jechał jakieś 10km/h, kiedy ten dwukołowy uderzył w jego nadkole.

Podobne rozbieżności pojawiają się w relacjach osób zaangażowanych w wypadki niemal przy wszystkich zdarzeniach. Oczywiście, bardzo dużo zależy od momentu, od którego dana osoba zaczęła swoją obserwację, czyli zauważyła co się dzieje. Nie bez znaczenia są także jej predyspozycje do zapamiętywania określonych zdarzeń. Ważne jest nawet to, jak czuła się danego dnia (co wydaje się najbardziej prozaiczne).

Jednak zdajemy się bagatelizować przypuszczenie zaistniałego fabrykowania wspomnień.


Powiązania, brakujące elementy i podatność na sugestie

Mogło przecież zdarzyć się tak, że Świadek nr 1 nie opisuje wszystkich elementów zdarzenia faktycznie do niego przynależnych. Bywa, że „przeciągamy” pewne punkty z tego samego miejsca, ale z innego czasu, do sytuacji, którą chcemy zrelacjonować.

Taka sytuacja miała miejsce przy odtwarzaniu kilku dni przed i po wybuchu w Oklahoma City w 1995 roku. Osoby przesłuchiwane jako prawdopodobnie mające styczność z osobami za niego odpowiedzialnymi, wskazywały dwie osoby – co w rzeczywistości jak się okazało, nie było prawdą.

Czy świadkowie mieli złe intencje i celowo wprowadzali stróżów prawa w błąd? Wiara w dobre intencje ludzi skłania do przeczącej odpowiedzi na to pytanie. Co zatem się zadziało? Co spowodowało, że o mały włos niewinny człowiek trafiłby na wiele lat do zamkniętego zakładu z dala od cywilizacji?

Psychologowie doszukują się przyczyn błędnych atrybucji źródeł wspomnień w ich wzajemnych wiązaniach. Kiedy dany element wspomnienia, nie ulokuje się stabilnie z drugim, powstaje pewne puste pole, które sprawia, że staje się on ruchomy. Bardzo łatwo jest w takiej sytuacji połączyć go z innym wydarzeniem, będąc jednocześnie przeświadczonym o jego prawdziwości. 

Legitymizacja takiego przesunięcia jest o tyle silniejsza, o ile odpowiada za nią sugestia osoby, która jest dla nas autorytetem (bądź jest za taki społecznie uważana, czy posiada jego atrybuty – np. mundur policjanta). Sama zaś sugestia odpowiada naszej dostępności umysłowej (tj. łatwości przypomnienia sobie podobnych sytuacji/zdarzeń, niekoniecznie w których braliśmy udział) czy odwołuje się pytaniami do zakotwiczenia (poprzez podanie wcześniej jakiejś wyjściowej sytuacji). Niezwykle interesująca jest łatwość z jaką nowe wspomnienia (nawet niezniekształcone!) tworzą dzieci, kiedy zadając im pytania tworzy się jednocześnie w nich przeświadczenie o zaistnieniu sytuacji w przeszłości, która rzeczywiście nie miała miejsca.


Czy plagiat zawsze jest plagiatem?

Inną formą błędnego przypisania jest sytuacja, w której wpadamy na pewien pomysł z przeświadczeniem, iż należy on do nas, kiedy w rzeczywistość powielamy pracę innej osoby. Następuje przypisanie cechy nowości czemuś, co w gruncie rzeczy już istnieje. Kiedy zatem następny raz usłyszycie oskarżenie o jakiegoś pisarza bądź innego artystę o plagiat, a osoba ta będzie zaciekle dowodzić swojej niewinności – faktycznie może to robić w jak najlepszej wierze.

Z odwrotną sytuacją mierzymy się przy tzw. deja vu – poczucie znajomości odnosi się do zupełnie nowej sytuacji. W gruncie rzeczy owe poczucie odnosi się jednak do niczego innego, jak podobnego wydarzenia, które miało miejsce w przeszłości.

Dlaczego tak działa nasz umysł i w jaki sposób radzić sobie z grzechami pamięci? O tym w II części wpisu.

Comments are closed.